Andrzej Zaniewski

MIŁOSĆ NIEPOKONANA

"Uwolnij umysł od emocji i idź za głosem intuicji, a osiągniesz to na czym ci zależy. - Popatrzyła na niego uważnie. – Z pewnością to osiągniesz – dodała dobitnie." SPEŁNIONA MIŁOŚĆ (z rozmowy Piotra z babcią Dzidką) – Magda Kaczmarczyk

.

Pisarze pracują w odosobnieniu, jakby wyobcowani, oddaleni od otaczającej rzeczywistości, pragną znaleźć spokojne, wyciszone miejsce-azyl-dom, co przecież nie zawsze jest możliwe. Książki pojawiają się niespodziewanie, nagle i zaskakują czytelników, a być może i samego autora, wcześniej nieznającego swych możliwości. Trylogia Magdy Kaczmarczyk – a jest to spójnie i wyraziście zarysowane dzieło fabularne, powstawała mniej więcej półtora roku, a uwzględniając objętość ponad tysiąca stron, był to okres skoncentrowanej i absorbującej pracy pisarskiej. Opowieść składająca się z trzech tytułów, w których dominuje rzeczownik pojęciowy miłość, uzupełniony przez określenia przymiotnikowe: wyśniona, zakazana, spełniona, jest prawdopodobnie autentyczną choć zbeletryzowaną relacją o miłości niepokonanej, spontanicznej, niemal romantycznej, a więc wyjątkowej w naszych poplątanych czasach.

Obraz uczucia zrodzonego od pierwszego spojrzenia pomiędzy Agatą i starszym od niej o dwadzieścia lat Piotrem, kojarzy się z impulsywną i namiętną tęsknotą za spełnieniem marzenia o wszechogarniającej, wielkiej, jedynej miłości na całe życie. W podtekście tego zauroczenia czai się zawoalowana postfreudowska relacja: młodość – wiek dojrzały, profesor – uczennica, ojciec – córka, Faust – Małgorzata... Obok sugestywnie nakreślonego głównego wątku, wnikliwy i wrażliwy czytelnik odnajdzie też inne, równie ważne jak: zamaskowane erotyczne pragnienia brata wobec siostry, potrzeba macierzyństwa i ojcostwa, różnorodne mutacje zazdrości, rozwijające się, a niekiedy tłumione pragnienia zemsty i odwetu, zmagania o autorytet i dominację, walka płci – tu ukazana w przemyślanym ciągu starć i potyczek o poczucie własnej godności i tożsamości. A uczestniczą w nich, obok głównych bohaterów, również krewni, przyjaciele, znajomi, współpracownicy, mniej lub bardziej aktywni, lecz stale obecni nie tylko w charakterze tła, w akcji powieści, a właściwiej byłoby napisać w powieści akcji, bowiem ta definicja najpełniej oddaje kształt całości.

Zafascynował mnie temat, właśnie akcja tocząca się wśród wróżek, jasnowidzów, znawców i adeptów magii i sztuk czarnoksięskich, osobowości nieprzeciętnych... Specyficzne, elitarne środowisko, zamknięte przed pospolitymi zjadaczami pospolitego chleba, tu opisane zostało z realistyczną dokładnością, bez zasłon i masek, w swej bogatej, człowieczej substancji. I nagle ten ezoteryczny światek staje się światem czytelników – bliskim, bo ujawnionym prawie naszą codziennością, lustrzanym odbiciem naszych uniesień, zachwytów, trosk i zdrad. Raptem okazuje się, że wszyscy ci nadludzie przewidujący przyszłość, wróżący z tarota, run i kart klasycznych, chiromanci, hipnotyzerzy, numerolodzy, katoptromanci, psychoterapeuci, czyli czarodziejki i czarodzieje, czarownice i czarownicy są nam bliscy, żyją wśród nas, w tych samych blokowiskach, tak samo pragną i tęsknią, kochają i nienawidzą, tańczą w tych samych klubach, opalają się na tych samych plażach, a ich spojrzenia, reakcje, rozmowy, są prawie jak nasze. Oczywiście profesjonalna część ich życia , pracy, działalności pozostaje zasłonięta... Autorka ściśle przestrzega tych reguł, nie ujawniając zawodowych sekretów, chociaż momentami uchyla mrocznego rąbka tajemnicy, pisząc np. o kręgu czarnych świec wokół fotografii zakochanych, albo podkreślając rolę przeznaczenia i szamańskich rodowodów w miłosnym związku Piotra i Agaty.

Te i podobne szczegóły, a w powieściach jest ich wiele, wzmacniają atmosferę ekspresji, przyciągając i tak zaintrygowanego czytelnika. Okazuje się bowiem, że losy tych, którzy przepowiadają i przewidują przyszłość, są równie skomplikowane, a często i bolesne, jak i kompletnych profanów w tej dziedzinie, nieodróżniających tarota od kart klasycznych... A więc wiedza tajemna, intuicja, uzdolnienia parapsychologiczne, nie zabezpieczają i nie chronią przed powikłaniami, rozczarowaniami i wirażami własnych życiowych dróg. Ezoteryczne umiejętności nie stają się pancerzem, ani ochronną barwą, chociaż mogą pomóc, przydać się w konkretnych rozgrywkach i potyczkach z przebiegłymi, bezwzględnymi przeciwniczkami, perfidnie wykorzystującymi swą złowrogą wiedzę magiczną. Autorka umiejętnie zderzyła – przeciwstawiła sobie życzliwą, sympatyczną postać Dzidki – niestroniącej od mocnych alkoholi babci Agaty – z podobną do czarownicy Barbarą Konefką, matką Elwiry – żony Piotra.

Efektownym tłem znacznej części Trylogii są problemy związane z rozwodem znane także i mnie, a jak sądzę również wielu czytelnikom, mogącym skonfrontować osobiste doświadczenia ze zdarzeniami opisanymi w książce. Lektura pouczająca i przydatna, bowiem w relacji sąd-obywatel praktycznie nic się nie zmienia. Złośliwość, fałsz, nienawiść, animozje, gniew, chęć odwetu – strony aż kipią od emocji, a myślę tu zarówno o stronach powieści, jak i o stronach realistycznie opisanego sporu o przyszłość związku zakochanych w sobie bohaterów, tworzących przecież wyjątkowo dobrany tandem ezoteryczny i erotyczny.

Pocałunki, przytulenia, sny, śniadania, obiady, kolacje, drinki, powitania i pożegnania, kłótnie, riposty, odjazdy i powroty, podejrzenia i kłamstwa, rytuały powszechnie stosowane i znane zakochanym – wiernym i zdradzanym – wypełniają kolejne rozdziały, konsekwentnie przyspieszając bieg wydarzeń i pobudzając naszą ciekawość. A są to – nie przesadzam – tysiące drobnych spostrzeżeń, faktów, momentów precyzyjnie, dokładnie opisanych, ułożonych, prowadzących do zamierzonego celu. Akcję rozwijają przeróżne oryginalne sytuacje... Niecierpliwe oczekiwania, zauroczenia, zdrady, pomyłki, podstępy, podchody, wszelkie sposoby manipulacji, jakich nie powstydziłby się sam Niccolò Machiavelli.

Autorka w pełni świadomie wytyczyła granice świata przedstawionego w swej Trylogii. Główni bohaterowie – Agata i Piotr, Mirella i Maciek – ci zajmujący się bezpośrednio ezoteryką, bądź ich rodziny, przyjaciele, znajomi należą – według standardów ekonomicznych – do klasy średniej, nieznającej głębszych trosk i kłopotów materialnych, chociaż zdarzają się im oczywiście trudne momenty losowe. Przeważnie znajdują jednak pomocną dłoń i wychodzą na prostą. Nie walcząc o sprawy bytowe, przeważnie zaspokojone i ustabilizowane, chętnie poddają się emocjom, ulegają kaprysom i żądzom. Prowadzą subtelną grę uczuć, marzą, pragną, tęsknią, aranżują przeróżne sytuacje, wspominają stosunkowo niewiele... złe wspomnienia gubią i odrzucają. Żyją więc codziennością i przyszłością, zachwyceni faktem własnego zaistnienia, starają się tworzyć wokół siebie harmonijną, pogodną atmosferę sprzyjającą medytacjom i rozwojowi osobowości. Skupieni wokół swych problemów zawodowych, ezoterycznych, codziennych, nie interesują się – na pewno nie na kartach tych powieści – polityką, historią, religią, problemami społecznymi, partyjnymi, bytowymi, narodowymi... I oddychamy lżej, odpoczywamy, zapominamy o tytułach codziennych gazet, pozostając – odnajdując się w sferze intymnych, indywidualnych, łóżkowych, kuchennych, dyskotekowych, a przecież najważniejszych spraw Agaty i Piotra, ich przyjaciół i wrogów. Być może za oknami odbywają się demonstracje i marsze z pochodniami, a gazety odkrywają kolejne brudy celebrytów z kręgu władzy, lecz tu w powieściach Magdy Kaczmarczyk tamten świat nie istnieje – został, moim zdaniem słusznie, wykluczony. Do rangi najwyższej zostały natomiast podniesione uczucia te, które czynią nas ludźmi. A więc... wzajemna zazdrość Agaty i Piotra, miłość poddawana przeróżnym próbom, macierzyństwo od poczęcia do narodzin, poczucie winy i niepewności, zmagania wewnętrzne, ból samotności, przewrotność i samozakłamanie, reakcja na plotki i pomówienia, zawstydzenie, świadomość dobra i zła – przyznajmy rozległe spectrum ocen i wektorów moralnych, a wszystko ukazane sugestywnie i przekonywująco poprzez konkretne zdarzenia, rozmyślania, dialogi.

Bardzo wzruszyła mnie spontaniczna, gniewna reakcja Mirki-Mirelli na propozycję szybkiego „załatwienia” aborcji, cynicznie sugerowana przez Mariolę. Znakomita filmowa scena.

Odpowiada mi też, w tej prozie często stosowana behawiorystyczna-obiektywna metoda ukazywania sylwetek bohaterów. Chociaż w licznych momentach ich przemyślenia nabierają charakteru retrospekcji lub introspekcji, zastanawiania się nad przyczynami i skutkami własnych decyzji, niekiedy błędnych i krzywdzących, to zawsze są to osobowości pełne biologicznej energii i sił duchowych. Pomaga tu autorce wiedza psychologiczna, motywacje życiowe: czyny i słowa bohaterów są uzasadnione, logiczne i autentyczne, bardzo nam bliskie. Prawdopodobnie postępowalibyśmy tak samo w podobnych sytuacjach.

Magda Kaczmarczyk – absolwentka polonistyki UW należy do najmłodszego pokolenia literackiego, a jednak jej Trylogię o miłości niepokonanej-niepokornej-zwycięskiej lub wyśnionej-zakazanej-spełnionej uznać należy za znaczące pisarskie osiągnięcie. Trzy książki, trzy powieści wielowątkowe, konsekwentnie prowadzące do zakończenia, a raczej do kilku momentów finałowych, przykuwają uwagę, pobudzają wyobraźnię, a w szczegółowych-rzeczowych opisach zbliżają się kompozycją do profesjonalnego scenariusza filmowego. Wiąże je również jednolita, skromna, a zawierająca znamienne informacje o tarocie, elegancka oprawa edytorska – zasługa Wydawnictwa Literackiego i Naukowego RADWAN z Tolkmicka. Zwracam też uwagę czytelników na urocze wewnętrzne ilustracje – przedstawienia z Wielkich Arkan Tarota, wykonane przez Włodzimierza Michalaka, zgodnie z sugestiami autorki. Trylogia napisana przez młodą, energiczną, zdecydowaną w swych zamierzeniach kobietę, jest oczywiście... bardzo kobieca, pełna niuansów, snów, kokieteryjnych epizodów, delikatnych aluzji, subtelnych westchnień, dotyków, muśnięć, zbliżeń, momentów intymnych, pragnień i zachwytów, jawnych i ukrytych, rozczarowań i pytań adresowanych zapewne również do siebie... Są tu również okruchy szaleństwa, irracjonalne, a jakże niekiedy potrzebne. Wszystkie drobiazgi i szczególiki, umiejętnie połączone, przemawiają na korzyść autorki, świadcząc o talencie, spostrzegawczości, autoświadomości pisarskiej. I tu przypomnę ostatnie frazy z II-giej części Fausta Johanna Wolfganga Goethego wygłaszane-śpiewane przez Chór mistyczny „... das Ewig-Weibliche zieht uns hinan...“ - co w najprostszym przekładzie znaczy: to co wiecznie kobiece wiedzie nas wzwyż... I ta prawda sprawdza się w tej Trylogii. "

Andrzej Zaniewski

 

 

 

 

BESTSELLERY

1
Ścieżki miłości
Andrzej Monastyrski
2
3
4
5
6
7
8
9
10